Zadzwoń:
„Bo za każdą sprawą stoi człowiek.”
W sporach gospodarczych bardzo często pojawia się argument:
„nie wiedzieliśmy, że w KRS było inaczej”.
Brzmi niewinnie. Problem w tym, że prawo odróżnia brak wiedzy od braku możliwości wiedzy, co stanowi zasadniczą różnicę.
Zgodnie z ustawą o Krajowym Rejestrze Sądowym, dane ujawnione w KRS są jawne i każdy może się z nimi zapoznać. Niemniej, jak to często bywa, prawo dopuszcza wyjątek, bowiem w określonych sytuacjach osoba trzecia może twierdzić, że nie mogła wiedzieć o wpisie.
I tu pojawia się kluczowe pytanie procesowe:
👉 kto ma to udowodnić?
Odpowiedź jest jednoznaczna: ten, kto chce z wyjątku skorzystać.
W praktyce często spotykam się z sytuacją, w której strona powołuje się wyłącznie na to, że:
nie sprawdziła KRS,
nie interesowała się wpisami,
„nie miała świadomości” zmian.
To jednak nie jest dowód braku możliwości wiedzy.To jedynie opis subiektywnego stanu świadomości.
Prawo wymaga wykazania obiektywnych przeszkód, które uniemożliwiały zapoznanie się z wpisem – a nie tylko tego, że ktoś tego nie zrobił.
Jeżeli strona chce powoływać się na ochronę przewidzianą w ustawie o KRS, to ona musi wykazać przesłanki tej ochrony. Nie sąd. Nie druga strona. Nie kurator procesowy.
Przerzucanie tego ciężaru na przeciwnika procesowego prowadzi do odwrócenia podstawowych zasad postępowania dowodowego.
Bo w praktyce takie „drobne” uproszczenie:
może przesądzić o skuteczności umowy,
może zdecydować o odpowiedzialności majątkowej,
może prowadzić do rozstrzygnięcia sprzecznego z zasadą jawności rejestru.
A to już nie jest detal – to fundament bezpieczeństwa obrotu gospodarczego.